• Catering Dietetyczny
  • Dostawa na terenie Warszawy i okolic
  • 11 zdrowych diet, 5 posiłków
  • Profesjonalne konsultacje

Samoakceptacja

Samoakceptacja

„Nie mogę patrzeć  na swój brzuch”. „Nienawidzę moich nóg”. „Niedobrze mi się robi, jak widzę swój cellulit”. To zdania, które wiele kobiet wypowiada codziennie, przez całe życie.  Dążenie do lepszego ciała traktują jak walkę, karę i wyrzeczenia. W gabinecie dietetycznym, nieustannie słyszę – „całe życie sobie czegoś odmawiam”, „ jestem wykończona, ale zmusiłam się, żeby pójść na siłownię”.

 Większość odchudzających się osób, zapytana o to, od kiedy się odchudza, czy też myśli o tym,  że powinna schudnąć, odpowiada „od zawsze”.  Myśl o niezadowoleniu ze swojego ciała towarzyszy im od okresu dorastania, stresuje i przeszkadza w podejmowaniu wyzwań, rzuca się cieniem, na najprzyjemniejsze chwile życia.  Często ich obraz własnego ciała jest zupełnie niewspółmierny z tym, jak wyglądają w rzeczywistości. Kobiety obejmujące wysokie stanowiska, szczęśliwe mężatki, spełnione pasjonatki, nie ma żadnej reguły, ani żadnych sukcesów, które można mieć na koncie, żeby ustrzec się przed wewnętrznym krytykiem.  Nieakceptujące swojego ciała kobiety, mają tendencję do odkładania różnych decyzji i rzeczy, które chciałaby robić na moment, w którym będą wyglądać lepiej. Często postrzeganie ciała determinuje ważne życiowe decyzje – powoduje, że tkwimy w związku,  którego nie chcemy, bo uważamy, że nikomu innemu się nie spodobamy, nie zmieniamy pracy, która nas męczy, bo brak nam pewności siebie. Niszczy też zwykłe przyjemności – uważamy, że nie będziemy dobrze się czuły na cudownych, wymarzonych wakacjach, jeśli waga nie pokaże odpowiedniej cyfry. Nie jest niczym nie zwykłym ,że na forach czy facebookowych grupach dla kobiet, przewijają się pytania,  ile schudnę będąc na głodówce przez kilka dni, bo mam ważną randkę czy wyjazd z chłopakiem. Jesteśmy w stanie narażać swoje zdrowie i katować się najbardziej restrykcyjnymi metodami, bo uważamy, że bez 3 kg mniej nie zasługujemy na doznanie przyjemności.

Choć lansowane przez media niedoścignione kanony piękna, na pewno mają duży wpływ w kreowaniu wizerunku ciała u nastolatek, u dorosłych kobiet przyczyna leży zupełnie gdzie indziej i jest o wiele bardziej złożona. Ciało staje się polem bitwy w celu odreagowania negatywnych emocji, z którymi nie umiemy sobie poradzić, dostaje baty za nierozładowany stres, odpowiada za nierozwiązane konflikty, dając nam poczucie, że jest jedynym obszarem w życiu, który możemy niezależnie od wszystkiego kontrolować. Ale czy na pewno? Wielokrotne, nieudane próby odchudzania, nawracające kilogramy, budzą jeszcze większą frustrację, obniżając poczucie wartości  i napędzając machinę niezadowolenia. Nie możemy schudnąć i utrzymać odpowiedniej masy ciała,  bo wszystkie działania jakie wykonujemy w tym kierunku związane są z negatywnymi emocjami. Uważamy, że zjedzenie nieplanowanych lodów czyni nas beznadziejne, niepójście na trening choć opadamy z sił, każe nam poczuć się bezwartościowe. Aktywność fizyczna staje się przymusem, jedzenie wyznacznikiem tego, kim jesteśmy.

Zbilansowana dieta i aktywność fizyczna, to coś, do czego namawiamy każdego. Jednak już na samym początku swojej drogi do zmiany nawyków warto zacząć z myleniem, że robimy to dla siebie, a nie przeciw sobie. Każdy trening traktować jako wyraz miłości do swojego ciała, w którym spędzamy całe życie, a nie działanie wynikające z nienawiści do niego.  Warto odpowiedzieć sobie na pytanie, co rzeczywiście zmieni się w naszym ciele, kiedy osiągniemy wymarzoną sylwetkę. Często okazuje się, że.. nic. Jest nam lżej,  jesteśmy zdrowsze, sprawniejsze.. Nie dostajemy jednak w pakiecie odwagi do tego, aby dokonywać innych życiowych zmian,  nie zaczynamy nagle czuć się wyśmienicie w bikini, w głowie dalej widzimy tę smutną dziewczynę z kompleksami, którą czułyśmy się całe życie. Myślenie o tym, że cyfry na wadze decydują czy nasz dzień będzie szczęśliwy czy nie, sprawia, że nie poczujemy tego szczęścia nigdy. Praca nad samoakceptacją jest wymagająca. Warto jednak ją podjąć, gdyż uczucie patrzenia na siebie z miłością, daje nam olbrzymi komfort w życiu. Często wymaga to przepracowania traum, czy smutnych doświadczeń z przeszłości, zastanowienie się co nas tak naprawdę irytuje i dlaczego wyżywamy się na sobie. Codzienna praca nad tym, by robić coś dla siebie, a nie przeciwko sobie, przynosi poczucie spokoju. Choć często jesteśmy w stanie znaleźć w sobie dużo zrozumienia dla negatywnych zachowań innych, brakuje nam empatii dla siebie.  Mówienie sloganów typu „uśmiechnij się do siebie”,  „spójrz w lustro i powiedz, że jesteś super”  raczej nikomu nie pomoże. Jednak rozpoczęcie prób wykazywania zrozumienia wobec swoich stanów, lęków i potrzeb, już tak. Zanim następnym razem z przerażeniem spojrzysz na swoją wagę, zastanów się czego tak naprawdę Ci brakuje. Sztukę kochania siebie, trzeba zacząć od akceptacji wszystkich swoich stanów, tych dobrych i złych, bo dopiero akceptacja, pozwala nam na rozpoczęcie zmiany.

Życzymy Wam mnóstwa miłości każdego dnia. Tej do siebie, bo gdy ona przyjdzie, będziecie mogli przekazać ją innym.

 

„Zauważyłam wszystko czego mi brak
I uznaję to za piękne.”

- Rapi Kaur